.


 
Duszpasterstwo
istot obdarzonych duszą, ludzi i zwierząt
Logo Słońce Tybetu
PolishGermanEnglishRussianDenmarkSpanishPortugal
"Posiadają zwierzęta duszę i wiedzą co to uczucia?
Takie pytania może zadać jedynie ktoś, komu brakuje zarówno jednego jak i drugiego..."
Eugen Drewermann
 
Strona główna
Mediacja
Aktualności
Księga intencji
Rozmowy...
Księga zmarłych
 
O mnie
Kontakt
 
Chrzest
Sklep
Galeria
Newsletter
 
Tom Animalpastor


Zabrałem go tam ze sobą, do Brukseli. Św. Franciszka z Asyżu... zabrałem z przekonaniem.

Jego tam wziąć chciałem, więc przyszedł. Tyle że nie sam. Wziął ze sobą (choć nie wiem czy sam chciał) Goliata i Davida!
Davida w „nic” odzianego (poza ideą, dla której był gotów umrzeć)
I Goliata, który mocno stał na nogach...

Było więc nas w sumie czterech.
Najpierw chciałbym serdecznie podziękować za Waszą solidarność z moją akcją „Quo vadis, Europa”...
Za każdą budującą rozmowę telefoniczną, za każdy sms, za każdy przesłany mail...
Za te wszystkie dobre uczynki i słowa, które wydarzyły się 4 października, w dzień Św. Franciszka z Asyżu, powodując uśmiech; docierając do umęczonych, smutnych serc tak ludzi jak i zwierząt w potrzebie!
Serdecznie dziękuję!
Chciałbym, by taki łańcuch światła, dobrych słów i uczynków, wobec cierpiących zwierząt i ludzi ogarnął wkrótce całą ziemię, i właśnie w Brukseli przyszedł mi pomysł nowej akcji, przekraczającej nie tylko różnice kulturowe, językowe, narodowe, ale i każde inne... akcji, w której jedno na pewno łączy: troska o naszych mniejszych/starszych Braci i Siostry, zwierzęta.
Ale o niej to już pewnie następnym razem.

Dziękuję za te wszystkie szalenie sympatyczne, wzruszające gesty. Gesty, słowa wyrażane w różnych językach, nadchodzące z różnych krajów.
Dzięki nim byliście tam razem ze mną. I ja to czułem. Nie byłem sam.

Sama akcja przebiegła podobnie jak ta z roku 2011 w Rzymie, pokojowo. Z tą małą różnicą może tylko, że belgijska policja (security) była zdecydowanie czujniejsza jak włoska żandarmeria.
Już po niespełna 3 minutach mojego stania przed wejściem do budynku Unii Europejskiej zostałem zatrzymany przez belgijską policjantkę. Do niej dołączył wkrótce urzędnik EU security i w sposób mniej czy bardziej przejrzysty kazano mi zmienić miejsce postoju (bo nie mam pozwolenia, argumentowano). Nie miałem, bo na mój wniosek z kwietnia 2012 Bruksela nie zareagowała; ale to nie moja wina. Miejsca nie zmieniłem. Nie widziałem potrzeby.
„Le Parlament cést VOUS“! Powtarzałem w rytmie osoby autystycznej. Wszyscy jesteśmy parlamentem (ja też jestem parlamentem)... Wyczytałem na plakacie jedno z haseł Unii Europejskiej w sąsiadujących budynkach i wyuczyłem się tego z żelazną dyscypliną na pamięć.
Poza tym: ja nic złego tu nikomu nie robię, ja po prostu jestem tu, bo mnie bardzo martwi jak obchodzi się w Europie, moim domu, z moim rodzeństwem, moimi mniejszymi/starszymi braćmi i siostrami - zwierzętami! Twierdziłem.

Trochę trwało, fax, telefony... W rezultacie końcowym: ok, mogę zostać. Ale tylko w wyznaczonym „dla tego” miejscu, nie wchodząc, bron Boże, do samego budynku (ciągle nie wiem dlaczego). W sumie i tak wszedłem.
Ogólnie rzecz biorąc dostosowałem się do tego, choć może tylko dlatego, że ja chyba inaczej definiuje przestrzeń, ruch i mamy (z Unią Europejską) bardzo zróżnicowane pojęcie „sukcesu”.
Nie dało się w tym momencie nie myśleć o wypowiedzi Bertolta Brechta (moje tłumaczenie): „Jeśli bezprawie staje się prawem, to sprzeciw (wobec tego „prawa”) staje się (moralnym) obowiązkiem!” (imperatywem moralnym, powiedziałby E. Kant).

Rozdawałem przed siedzibą EU politykom ni więcej ni mniej jak puste kartki! Wielu kwitowało to wyraźnym na twarzy zmieszaniem, wielu błądzącym uśmiechem. Puste, bo tak dużo się już słów użyło, tyle obiecało, a one jak cierpiały tak cierpią; nie słów, ale czynów trzeba....
Świat tonie w morzu słów, reklamy, ale płacze łzami tych bez prawa do głosu!
Zarówno w dzień, jak i w nocy, można mnie tam było spotkać z latarnią w ręce; latarnia, w której cały czas paliło się światło... także w dzień, bo: mamy oczy, a nie widzimy (odsyłam do ewangelii Jezusa z Nazaretu)... idziemy z szeroko otwartymi oczyma, a nie dostrzegamy cierpienia, łez bólu, rozgrywającego się przed naszymi drzwiami, naszymi oknami, na naszych ulicach, za szklanymi drzwiami… murami, które szczelnie strzec powinny!
Puste kartki powodowały zmieszanie (i tak tego chciałem)... rozdająca ciepło i światło latarnia wywoływała pogodny uśmiech na twarzy.
Światło i ciepło bardzo jednoczą, i to całkiem podświadomie nawet.

Ogromną radość sprawiło mi spotkanie z grupą włoskich aktywistów oraz włoskim politykiem, deputowanym Unii Europejskiej, Andera Zanoni... człowiekiem, który myśli o nich (zwierzętach) naprawdę z troską.
To były wspaniałe chwile, wzruszające spotkania, wymiana zdań. Jeśli chcemy w świecie coś naprawdę zmienić, musimy się jednoczyć, jeszcze bardziej jednoczyć. Zrozumiałem to w tych dniach jak może nigdy dotąd.
Ogromną radością napełniło mnie także, że udało mi się osobiście przekazać, (podpisaną przez ponad 14 000 ludzi z różnych krajów) petycję jednej z międzynarodowych organizacji działających na rzecz praw zwierząt z siedzibą w Luksemburgu na ręce włoskiej polityczki, Pani Erminii Mazzoni (Group of the European People's Party; Christian Democrats).

Jednego, czego mi w tych dniach naprawdę brakowało, to obecności samych zwierząt (pomijając tych moich pluszowych w plecaku, które mnie nigdy nie opuszczają, przelatujących czasem, choć bardzo rzadko, w pobliżu ptaków czy (jeszcze rzadziej) przechodzących obok psiaków.
Brakowało, aż do dnia samego Św. Franciszka, jego dnia!
Wprawdzie dopiero wieczorem i nie całkiem w pobliżu parlamentu EU, lecz w okolicach Rue du Marché aux Herbes!
Ale za to jak!
Dane mi było tego wieczoru na ulicach Brukseli pobłogosławić aż 12 psów! Wszystkie towarzyszące ludziom bez dachu nad głową! Przyjaciół ludzi bezdomnych!
A wśród nich, sześć maluchów, które dopiero co światło ujrzały (przyszły na świat w dzień wigilii Św. Franciszka)... a mogłem je „Dotknąć Błogosławieństwem” Boga tylko bardzo ostrożnie, bo tak wtulone w mamę były (mama ma na imię Sonja), że inaczej się nie dało...
Mama nie tylko bez problemu pozwoliła mi wsunąć dłoń pod jej brzuch (tak skrzętnie ukryły się tam jej maluchy), ale i z całkowitym zaufaniem patrzyła mi w oczy, kiedy kreśliłem na jej głowie znak krzyża, znak miłości Boga do Jego Stworzenia.
Tworzyły wyjątkowo wzruszający krajobraz: skupione wokół mamy, w jednym wielkim kartonie, na jednej z ulic Brukseli, obok człowieka bez dachu na głową!
Nie muszę już chyba dodawać, choć dodam, że reszta pieniędzy jaka mi jeszcze została w kieszeni, tam właśnie pozostała.

To był dobry, wręcz „błogosławiony” czas, takie biesiadowanie z Franciszkiem pod Bramą Goliata... takie małe ziarno ewangeliczne, które wcześniej czy później owoce wyda, i drzewem całkiem niemałym zaowocuje..
Dziękuję, że byliście ze mną… dziękuje że jesteście!

Mamy niejedno jeszcze do zrobienia, ale nie tylko, że jest nas już całkiem niemało, ale coraz więcej nas..
A wspólnie możemy góry przenosić!

Z serdecznymi pozorowaniami dla każdego/każdej z Was i Waszych (a więc i moich) ukochanych przyjaciół zwierząt,

Tom Animalpastor

 



I took him with me, Saint Francis! And I thought a lot about “David against Goliath” a scene from the Holy Bible).

First I’d like to thank all the people that supported me in many different ways when I was going to do my “Quo vadis” action in Brussels.

Thanks from the bottom of my heart for the “chain of lights” of good deeds and words on the day of Saint Francis!
A chain which was supposed to “embrace” the whole globe.
Because of that something came to my mind (in Brussels), what I want to put up cross-national and cross-language in the year 2013. (I will write more about that another time.)
So we all assembled in front of the building of the European Union in Brussels.
Thanks for every sign of solidarity with me and especially the with them, the suffering animals!
From different countries, in different languages, with one single, collective concern for our siblings, the animals!
Thank you very much for ever SMS, Email, good thoughts, telephone calls and for your love for suffering people and animals, people and animals in need.
We all have set an important example by this.
The action itself was very peaceful. As peaceful as it was in the year 2011 in Rome.
Only the Belgian police (security) was much faster than the Italian one.
I was told to leave the place after less than 3 minutes. But I didn’t. My explanation for that was as simple as my action itself: I don’t do anything bad, I am here because I worry about my siblings, the animals!
„Le Parlament cést VOUS“! I was repeating constantly in an almost autistic way. A phrase I have read inwards and it reminded me of a biblical phrase!
The machinery of bureaucracy came therefore really quick to moving, but it ended all good for me. I was allowed to stay there, but they showed me exactly what "boundaries" I must not exceed.
I don’t think it is very abject to extravagate unless it is ethical justifiable and doesn’t hurt anyone. This can open completely new spheres!
Had to think a lot about Berthold Brecht’s statement: "When injustice becomes law, resistance becomes a duty."
A very special excitement to me was the meeting and the conversations with the Italian politician and parliament member Andrea Zanoni.
It has been wonderful moments, important exchanges, simply “blessed time”. If we want to change something for real and enduring, we will have to stay in contact, we will have to network, to do even more networking. All in the same worry for our suffering siblings, animals
Inside the European Parliament I was also managed to handle out a petition from an animal welfare organization based in Luxembourg (with the signatures of 14,000 people from different countries) to the Italian politician Mrs. Mazzoni (Group of the European People's Party; Christian Democrats).
As I said I gave the members of the European Parliament only empty “cards”. A symbolic act, because it is too much said and written and less done. You “fritter” yourself way too fast today, without making the real contents to topic!
I was walking all day long with my burning candle (not only at night) because we have eyes, which are meant to be “seeing” good and still we don’t see the essence!
Because we miss the “inner eye” and the “inner light”! And by this I mean the suffering of animals, which happens in front of our doors and eyes!

The empty „cards“ have sparked a bit of confusion but the reactions were quite Friendly and were usually acknowledged with a small smile on their faces.
The burning light was also being considered In a friendly way. The light and warmth do connect without the awareness of people.
Many interesting conversations, meetings, impressions - a perfectly good, "blessed" time.

Only the animals (except some flying birds that passed by, my stuffed animals, which accompany me quite efficient every time and very sporadically passing dogs) I went miss to these very days.
However, until only the day of Saint Francis!
Strictly speaking only in the evening, some distance away from the EU Parliament, near Rue du Marché aux Herbes.
I have been allowed to see them and to bless them on the day of Saint Francis.
Twelve proud dogs, all of them accompanies of homeless people! Homeless dogs!
Amongst them six puppies (!): naked, still without fur, beautiful, little living beings; with their mom (Sonja). The babies got born to this world on the day before the day of Saint Francis. They were only one day old and now they sat there with their mom in a big cardboard, right beside an elderly human without a home.
Only very gentle and slowly I was able to “bless them through a touch” because they were snuggling under their mother and there was no way to do it in a different way.
With great joy I blessed the mother dog as well and she looked at me in a very curious way but also with full confidence.
Haunting and wonderful moments!
And I think I don’t have to mention that the rest of the money I had in my pocket, was staying there.

It was a good time. A time of togetherness, a time that will bring out fruits, a "mustard seed" of biblical origin!
And it is very nice that you do exist!
With only the best wishes for everyone you and your furry friends as well,

Yours Tom Animalpastor

(Translation Jennifer K.)


 

Ho portato Francesco d’Assisi con me a Bruxelles!
…. Ed ho pensato spesso a „Davide e Golia“ (una scena biblica)!

Anzitutto un enorme grazie di cuore a tutti quelli che – in diversi modi - mi hanno appoggiato nella mia azione „Quo vadis Europa“ a Bruxelles

Grazie di cuore anche per la “catena luminosa” di buone azioni e parole nel giorno di San Francesco! Una catena che doveva abbracciare tutto il globo.
A questo proposito mi è venuta un idea per il 2013 che vorrei organizzare e diffondere in più lingue a più Paesi (ma ne parlerò più avanti).

Dunque ci siamo riuniti tutti davanti al palazzo dell’Unione Europea a Bruxelles.
Grazie per il tempo speso in solidarietà, passato con me e soprattutto con loro, gli animali sofferenti!
Da diversi Paesi, in diverse lingue, in un’unica e comune preoccupazione per i nostri fratelli animali!
Grazie di cuore per gli sms, le e-mails, i bei pensieri, le chiamate telefoniche, grazie per il vostro amore per gli animali e uomini sofferenti, per gli animali e uomini bisognosi di aiuto.
In tal modo abbiamo dato tutti un segno importante. Tutti assieme.

L’azione in sé si è svolta molto pacificamente, proprio come era stato a Roma nel 2011.
Solo che la polizia belga (Security) è stata molto più veloce di quella italiana.
In neanche 5 minuti mi è stato chiesto di abbandonare la piazza. Ma io non l’ho fatto. Le mie motivazioni sono state semplici quanto la stessa azione: non faccio niente di male, sono qui perché sono molto preoccupato per i miei fratelli, i miei fratelli e sorelle animali!
„Le Parlament cést VOUS“! E stata la mia citazione quasi automatica, continua, un modo di dire che ho trovato e letto proprio sul posto (mi ricordava quella biblica: “siete il tempio di Dio”!)
A quel punto la macchina burocratica si è messa velocemente in funzione, ma a me è andata bene.
Ho dovuto starmene li tranquillo e mi sono stati mostrati dei limiti da non oltrepassare.
Non trovo così reprensibile passare i confini se lo si fa eticamente e senza ferire nessuno, si possono aprire nuovi spazi!
Ho così pensato all’affermazione di Bertolt Brecht: “quando l’ingiustizia diventa legge, la resistenza diventa dovere”.

Ho provato in particolar modo gioia nel mio incontro e successivi colloqui con Andrea Zanoni, politico italiano nominato ufficialmente eurodeputato. Sono stati momenti meravigliosi, scambi importanti, semplicemente dei momenti benedetti. Se vogliamo davvero portare dei cambiamenti che siano duraturi dobbiamo rimanere in contatto, connetterci, connetterci ancora più in tanti. Nel dolore comune dei nostri fratelli che soffrono, gli animali.
Al palazzo europeo sono anche riuscito ad inoltrare alla signora Mazzoni, politica italiana (eletta al Parlamento Europeo nelle liste del PdL) la petizione di un organizzazione del Lussemburgo che ha raccolto più di 14.000 firme di persone da diversi Paesi.

Davanti al Parlamento Europeo ho consegnato ai politici e politiche dei foglietti in bianco. Un atto simbolico. Perché si è parlato, promesso e scritto troppo, tuttavia si è fatto ancora troppo poco! Al giorno d’oggi ci si perde troppo in fretta, senza nemmeno far diventare i propri argomenti un motivo di discorso e riflessione.
Anche durante il giorno (e non solo la notte) ho tenuto delle luci (lanterne con candele accese) , perché abbiamo degli occhi, perché si presuppone che “vediamo bene” (nel senso che disponiamo di un potere visivo) … e tuttavia non riusciamo a cogliere il sostanziale!
Perché ci manca l’occhio interiore, la luce interiore! E con ciò intendevo (intendo tuttora) il dolore animale che continua davanti ai nostri occhi e alle nostre porte.

I foglietti in bianco hanno causato un po’ di perplessità, le reazioni però sono state amichevoli e si sono risolte con dei visi sorridenti.
Le luci accese sono state accolte molto amichevolmente. La luce e il calore uniscono, senza che ci si accorga.
Tante discussioni, incontri, impressioni interessanti, un momento davvero benedetto.
Solo gli stessi animali (a parte alcuni uccelli che volavano sopra di noi, i miei animali di pezza che mi accompagnano sempre e sporadicamente qualche cane a passeggio) mi sono mancati molto quel giorno.
Ma solo fino al giorno di San Francesco! Più precisamente solo alla sera, un po’ distanti dal Parlamento Europeo, vicino alla Rue Du Marchè aux Herbes.

Proprio quella sera del giorno di San Francesco d’Assisi ho potuto incontrarli e benedirli.
12 orgogliosissimi cani, compagni di vita e destino di senzatetto! Cani senzatetto!
E tra loro anche 6 cuccioli di cane (!) completamente nudi, ancora senza il pelo, piccoli e meravigliosi esseri, con la loro mamma Sonja. Sono nati alla vigilia del giorno di San Francesco, quindi avevano solo un giorno di vita! E in quel momento sedevano con la mamma in un grosso cartone accanto ad un anziano senzatetto.
Ho potuto benedirli solo toccandoli con enorme attenzione: erano così rannicchiati addosso alla loro mamma che non avrei potuto agire altrimenti. Con profonda gioia ho benedetto anche la mamma, che mi ha guardato incuriosita ma anche fiduciosa in me.
Momenti indimenticabili, meravigliosi!
Naturalmente è implicito che i pochi spiccioli che mi sono rimasti in tasca io li abbia lasciati li, devoluti a loro.
E’ stato un bel momento. Un momento di condivisione, un momento che porterà i suoi frutti, una benedizione biblica

Ed è bello che voi c’eravate e ci siete!
Coi miei migliori auguri di ogni bene ad ognuno di voi e agli amici animali.


Tom Animalpastor

(Traduzione: Orietta Libera)





Wszystkich zainteresowanych zapraszam na blog dot. Animaplpastora... w języku portugalskim:


Quo Vadis Europa?
 

Czy naprawdę nie dociera do ciebie krzyk o zmiłowanie naszych mniejszych braci i sióstr, zwierząt?
Czy naprawdę są tobie ich ból, strach, nieopisane cierpienia tak obojętne? 

To są nasi siostry i bracia europo! Dzieci jednego Boga! I one należą do naszej ziemskiej rodziny!

Odkryj, rozpoznaj na nowo ich godność (piękno i godność każdej z nich), istot zwierzęcych, zaproś je do środka, pod wspólny dach a odnajdziesz na nowo nie tylko swoją tożsamość (swoją duszę) europo, lecz wskrzesisz do życia wrażliwość, dzięki ktorej poradzisz sobie nie tylko z obecnym ale i każdym innym kryzysem, europo!

Musisz odzyskać na nowo zdolność (współ-) czucia (współ-) odczuwania europo!

Wsłuchać się w rytm twojego serca!

To twoja jedyna i być może ostatnia szansa, europo!

... 

3 i 4 pażdziernika, przed bramami Unii Europejskiej w Brukseli, apelując du sumienia Europy i jej polityków!

W imieniu moich, naszych cierpiących, krzywdzonych braci i sióstr, zwierząt! 

Wystarczy,że tego dnia, 4 pażdziernika (w dniu św. Franciszka z Asyżu), wykonasz choćby jeden jedyny dobry uczynek, pochylając się nad będącym w potrzebie zwierzęciem lub człowiekiem, a będziesz tam tego dnia, przed bramami Parlamentu Europejskiego w Brukseli razem ze mna!  

Ze mną, w  imieniu naszych mniejszych braci i sióstr, zwierzat!

Nie zostawiaj mnie tam samego!

To są nasi bracia i siostry!

Wielu małych ludzi w wielu małych miejscowościach, którzy czynią wiele małych rzeczy, mogą przemienić oblicze świata
Przysłowie afrykańskie

 Z początkiem września aż do samego wydarzenia czyli 4 października, każdego tygodnia, na mojej "Tom Animalpastor" Facebook-stronie kilka krótkich refleksji na ten temat!


Quo vadis Europa?

Le urla dei nostri piccoli fratelli e sorelle animali ti sono davvero indifferenti?
Loro sono i nostri fratellini e sorelline, Europa!
Anche loro appartengono alla nostra grande famiglia!
Riconosci la loro dignità (la dignità di ognuno di loro), mettila al centro e non ritroverai solo la tua anima, Europa, bensì anche la strada per uscire dalla pesante crisi! 
Europa, devi tornare ad imparare la compassione!!
Ascolta la tua voce interiore, Europa! 

Il 3 e 4 ottobre, davanti al Parlamento Europeo a Bruxelles, ci sarà l'appello alla coscienza dell'Unione Europea e ai suoi politici/politiche! 

Con un solo buon gesto, un gesto per gli animali e gli uomini nel bisogno, il 4 ottobre (giorno di San Francesco D'Assisi), puoi essere con me davanti al Parlamento dell'Unione Europea a Bruxelles!

Non lasciarmi lì solo!
Sono i nostri fratelli e sorelle!!

"Tanti piccoli uomini che fanno tanti piccoli passi in tanti piccoli posti possono cambiare il volto al mondo!" Proverbio africano

Ogni settimana fino al 4 ottobre, sulla mia pagina facebook: Quo Vadis Europa, ci sarà un approfondimento di questo tema....

(tradotto da: Orietta Libera)


Quo vadis Europe?

Don't you really care about the cries of our little brothers and sisters animals?
Europe, they are our little brothers and sisters!
They belong as well to our big family!
Admit their dignity (the dignity of each single one), put it in the centre and you will find not only your soul, but also the way to go out of the bad crisis!
Europe, you have to restart learning to feel compassion! 
Listen to your interior voice, Europe!

Next October 3 and 4, before the European Parliament in Brussel, the plea to the conscience of the European Union and its politicians will take place.

With just a good action in favour of suffering animals and people, on October 4 (day of Saint Francis of Assisi) you can stay with me/close to me before the Parliament of the European Union in Brussel!

Don't let me there alone!
They are our brothers and sisters!

"Many little men doing many little steps in many little places can change the world's face"
African Proverb

Every week, until October the 4th, on my facebook page: Quo Vadis Europa, you will find a continuation of this argument....
(translated by: Orietta Libera) 


Wywiad z Animalpastorem - TV Polsat 2012
 



Interview - Rome 2012
 






Quo Vadis Watykan? - Reminiscencje
 


Quo vadis Vatikan ?

dni niebanalnych spotkań...

Spoglądając na minione dni mojej Quo vadis Vatikan akcji w Rzymie, mogę z radościa podsumować, że przebiegła dokładnie tak, jak to sobie wcześniej wymyśliłem, wymarzyłem, wyśniłem, jak tego chciałem.

A to oznacza najpierw, że przbiegła ona bez tanich, niepotrzebnych sensacji.

Dane mi było tak (tak jak tego pragnąłem) przez wszystkie te dni przebywać, nocować "wśród zwierząt" (w hospicjum dla starych, schorowanych, niedołężnych zwierząt), wspólnie z nimi witać i żegnać kolejny dzień, każdego z tych trzech dni tkwić na Placu św. Piotra modląc się za nie i wiele innych będących w potrzebie, smutnych, osamotnionych w cierpieniu, umierających w lęku śmiertelnym, poszcząc w ich intencji, błogosławiąc w myślach i tuż obok...

To, że moja akcja zasługiwała na miano absolutnie pokojowej i nie-niebezpiecznej, świadczy najlepiej chyba reakcja włoskich Carabinieri oraz urzędników watykańskiego Security (Gwardii Szwajcarskiej), którzy to już w dwie godziny po moim pojawieniu sie na Placu św. Piotra, poprosili na bok na chwilę rozmowy.

Nie znależywszy w niej niczego, co zasługiwałoby na miano agresywnej czy zakłócajacej "porządek publiczny" (choć tak naprawdę ona i była i jest protestem, sprzeciwem wobec obowiązującego "porządku", w którym żyjemy), pozwolono mi ją po krótkim przesłuchaniu w milczeniu dalej kontynuować.

Pielgrzymi przemieszczający sie po Placu św. Piotra reagowali na mnie, moja białą albę, plecak z napisem Quo vadis Vatikan i wygladające z niego pluszowe zwierzątka bądź z niemal dziecięcym zaciekawieniem, bądź też i tak było najczęściej, przyjaznym uśmiechem na twarzy.

Któryż to kapłan, przechadza się z plecakiem pełnym przekochanych pluszaków. Na pewno niecodzienny widok.

Punktem kulminacyjnym mojej Quo vadis Vatykan akcji, mojej misji w Watykanie był bezwzględnie dzień 4 października, dzień w którym Kościół Katolicki wspomina św. Franciszka z Asyżu. I ten dzień pozostanie też szczególnie w mojej pamięci. To był bez watpienia piękny dzień. Dzień wzruszających spotkań, tak z ludźmi jak i zwierzętami, wzruszjących chwil, wrażeń, rozmów niepłytkich. Dzień pięknych gestów, dzień nadzieją ogromną podszyty.

Tego dnia także (w miejscu moim zdaniem do tego najbardziej odpowiednim, bo przy grobie papieża Jana XXIII) złożona została, podpisana przez kilka tysięcy osób a powierzona mi przez niemiecką organizację Pfotenhilfe-Europa, petycja skierowna do ojca św. Benedykta XVI, wyraz głębokiej troski wielu ludzi, którym dobro naszych mniejszych braci i sióstr leży głęboko na sercu i którzy oczekują od Kościoła Katolickiego w tym temacie nowych, głebokich przemyśleń.

Złożona została nie byle gdzie, bo przy grobie papieża, który widział potrzebę gruntownych przemian w Kościele, który nawoływał Kościól Chrystusowy do wielkiego Aggiornamento, papieża, który z taką właśnie nadzieją wielką powoływał do życia Sobór Watykański II.

Sobór, który jak twierdzi austriacki biskup Krätzl zatrzymał się w połowie kroku...

Nie dane mi było spotkać się ani porozmawiać z papieżem Benedyktem XVI, pomimo, że przebywał w tych dniach w dykasteriach rzymskich i widziałem go live zaraz pierwszego dnia mojej akcji, kiedy  przy okazji niedzielnego Angelus Domini, przemiawiał do zgromadzonych na Placu wiernych.

Nie dane mi było tym razem. Jeszcze nie.

Co jednak udało się bezprzecznie i to naprawdę cieszy, to postawienie w tych dniach kilka istotnych, ważnych akcentów.

Prawdopodobnie po raz pierwszy na Placu św. Piotra, miejscu pielgrzymujących do grobu św. Piotra chrześcijan, modlono się, poszczono w ich intencji i błogosławiono... zwierzęta.

To ważny znak. Otwarcie być może nowego rozdziału i to nie tylko w historii Placu św. Piotra.

Plac św. Piotra stał sie w tych dniach miejscem wielu wspaniałych, wzruszjących chwil i spotkań. Spotkań dzieci jednego Boga, istot zwierzęcych i ludzkich, jego ukochanych dzieci.

I były to spotkania radosne i czuło sie w nich przechodzącego obok Boga.

Za to wszystko, za tych wiele wspólnie przeżytych, wzruszjących momentów chciałbym w tym miejscu wszystkim z serca podziękować.

Tym wszystkim, którzy byli w tych dniach tam ze mną obecni ale i tym wszystkim, którzy towarzyszyli mi w tych dniach w myślach, modlitwach, poście, w duchu...

Nie jestem w stanie odpisać na każdy przesłany mi  mail, sms. Nadeszły z wielu stron świata i nadchodzą w dalszym ciągu, niemało ich i wspaniałe, budujące są. Czytam je wszystkie, pochylam sie nad każdym z nich z ogromna i radością i wdzięcznością zarazem.

Prosze wybaczyć jeśli nie odpiszę na każdy, przepraszam, nie jestem w stanie. Za każdy jednak z serca bardzo dziekuję.

Wszystkie te reakcje potwierdzaja, że na dobrej, słusznej drodze jesteśmy. Wszystkie one są głębokim, wspaniałym znakiem solidarności wielu tych, którym Dobra Nowina skierowana do cierpiącego świata istot zwierzęcych leży głęboko na sercu.

Dlatego tym bardziej z serca dziękuję.

Wasz Animalpastor


Quo vadis Vatikan ?

Una Festa dei tanti incontri...

 
L'azione si e' generata e conclusa  nel modo  come io pensavo e volevo. Mi e' stato permesso, per i 3 giorni durante la manifestazione che io dormissi, in un ospizio che accoglie animali (cani e gatti) vecchi, feriti indisposti etc.etc. Tutti i giorni mi e' stato permesso essere presente  a Piazza San Pietro, in assoluta tacita meditazione,digiunando e pregando per gli animali.

Che questa manifestazione fosse nell'assoluta tranquillità, lo dimostra anche l'incontro avuto con la Sicurezza della Guardia Vaticana i Carabinieri che hanno anche posto delle domande e tutti si sono resi conto che la Manifestazione era priva di qualsiasi forma di violenza bensì solo e unicamente di carattere pacifico, e ho potuto tranquillamente continuare quello che mi ero prefissato. Le persone che m'incontravano a Piazza San Pietro non sapendo, avevano sul volto stampato  un po di  sorriso misto a  curiosità vedendomi con uno Zainetto con i caratteri '' Quo Vadis Vatikan '' con degli animaletti di pezza che pendevano da tutti i lati. Anche perche', non tutti i giorni s'incontra a Piazza San Pietro un Pastore in pellegrinaggi,combinato in quel modo.

Il punto cruciale della Manifestazione era il 4 di Ottobre , in ricordi di Francesco D' Assisi  che la Chiesa Cattolica ricorda in questa data.

Una giornata, che rimarrà sempre nei miei ricordi, piena d'incontri non solo con persone bensì anche con animali, momenti di assoluta commozione, discorsi e anche gesta  di persone simpatiche che si preoccupavano per gli animali,

In questo giorno, dall'Associazione '' Pfotenhilfe-Europa '' dal tedesco Pfoten = Zampa Hilfe = Aiuto mi ha presentato una Petizione che ha raccolto migliaia e migliaia di firme dalla Germania da parte di quelle persone che lavorano nei centri di accoglienza per gli animali.a depositarla in un luogo sicuro et appropriato e dove se non sulla tomba di Papa Giovanni XXIII.

Per me personalmente, un simbolo molto bello, anche perche' arriva da persone che ci stanno molto a cuore.

Personalmente non ho potuto incontrare Papa Benedetto XVI  anche se il primo giorno lo potuto vederlo dopo la preghiera del Angelus Domini alla sua finestra. sarebbe stato bello poterli raccontare le pene, i dolori dei ns. fratelli e sorelle animali, ma non fa' niente, perlomeno non per questa volta.
Sicuramente con questa nostra azione, abbiamo scritto un nuovo capitolo nella storia. In questo momento preciso, desidero ringraziare tutti quelle persone che in un modo o nell'altro mi hanno permesso poter essere per la prima volta  a Piazza San Pietro solo e unicamente a  favore degli animali e i loro tanti dolori e pene. A tutti gli SMS, Email, che sono stati tantissimi spero possiate capire che mi e' im possibile rispondere a tutti ...vi assicuro pero, che tutti i messaggi sono stati letti..sappiate comunque che siete tutti nel mio cuore.

L'azione ha dimostrato in pieno, che siamo facendo la cosa giusta, e che abbiamo tutti insieme la forza per poter cambiare un pezzetto di questo nostro mondo.

Sarebbe per me un segno straordinario, poter ricevere e fare un messaggio globale di solidarietà in favore dei nostri animali.
 

In profondo e  totale ringraziamento
tom, animalpastor


Quo vadis Vatican?

a  celebration of the many meetings...

 
The action run and ended in the way I thought and wanted. In those 3 days during the event, I was asleep in a home that welcomes pets (dogs and cats) old,injured,sick's,etc.etc. All days I was allowed to be present at St. Peter's Square in absolute silent meditation ,fasting and praying for the animals.

That this event, was in absolute tranquility, it also demonstrates his meeting with the Security Guard of the Vatikan ( Swiss Guard ), the Carabinieri, who also pose questions and all have come to realize that the Levant was free of any form of violence but rather only an exclusively peaceful character, and so without problem I could continue what I set up for myself....the de fence of the animals.

The people I meet at St. Peter's Square  not knowing were printed on the their face smile a little curious mixture of seeing with a backpack with the character s ''Quo Vadis Vatikan ''with stuffed animals hanging from all sides.....and even because not every day you ll arrive at St. Peter's Square a pastor in a Catholic Pilgrimage combined in this way.

The crucial point of the event was the October the 4th in remembrance of St. Francis of Assise , the Catholic Church recalls this date.

A day that will remain forever in my memories not only full of encounters with people, but also with animals,moments of emotions , speeches,and deeds of many people who love and take care on the animals.

On this particulary day, the Association '' Pfoten-hilfe '' Europe   ( from the German : Paw-Help ) I have been submitted a petition that has gathered thousands and more of signatures from Germany

By those people who work in shelters  for animals with file it in a safe place and where appropriate if not,  on the sepulchre of Pope Johannes XXIII.

For me personally a gesture much appreciate even because comes  from a lot of people, we are much to heart.

I couldn't meet with Pope Benedict XV, only on the first day I could see him after the prayer of Angelus Domin at the window of his apartment at the last floor of the Vatikan.

It would be very nice to recount him the pain of our brothers & sisters animals.....but it does not anything at least for this time.

Surely we do with this action, we wrote a new chapter in the history and in they defense. In this precise moment, I wish to thanks all those people who in one way or in another way allowed myself to be present for the first time at St. Peter's Square only and solely in defense do the animals and against they many's aches and pains.

Thanks a lot for all those SMS, email, phone calls etc.etc ...that have been so many and hope that you can understand that I cannot answer all......but I can assure you that all have been read... You are all close to my heart. That action has been show sin full we're doing the right thing and that all together we have the power to change a piece of our world.

It's would be an extraordinary gesture or vice versa in order to received a global message of solidarity in defence of all our animals.

In deep and total gratitude 
Yours  Animalpastor 


Wywiad dla Polskiego Radia - Tom Jeszke, Animalpastor
 






                        QUO VADIS WATYKAN?
     
>>> English version <<<

Ojcze Święty, nam nie wolno już dłużej odwracać głowy, zamykać oczu, udawać, że nic się nie dzieje...

 

SiedzacPo tym jak Stolica Apostolska, Ojciec Święty nie zareagował na mój list, moją prośbę o chwilę wspólnej refleksji na temat będących w potrzebie, cierpiących Braci i Sióstr naszych mniejszych, istot zwierzęcych (list wysłany został dnia 2 lutego 2011), a było to nic innego jak prośba o wspólną, głębsza refleksję, refleksję pomiędzy teologami, uczniami jednego Mistrza, duszpasterzami, uczniami Chrystusa, postanowiłem sam wybrać się do Piotra naszych czasów, stanąć osobiście przed bramami Watykanu.

Będę tam w dzień  św. Franciszka, 4 października poszcząc, błogosławiąc przynoszone czy przyprowadzane do mnie zwierzęta, apelując do sumienia Głowy Kościoła Katolickiego, Namiestnika św. Piotra, ucznia Chrystusowego, Benedykta XVI, niewiele się tak naprawdę domagając bo jedynie otwartej, głębokiej szczerej refleksji na ten temat.

To wyłącznie osobista/prywatna akcja (inicjatywa) nie wspierana przez żadną organizację czy jakąkolwiek osobę prywatną.

To dług jaki mam do spłacenia Mistrzowi z Nazaretu i Jego cierpiącym Stworzeniom, naszym Braciom i Siostrom mniejszym, zwierzętom

  • Skąd  w ogóle ten  pomysł? 

Bo wierzę w potencjał dobra jaki tkwi w Ewangelii, Dobrej Nowinie Mistrza z Nazaretu, Założyciela Chrześcijaństwa, w Jego Kościele, bo wierzę w dobrą Wolę człowieka... także Głowy Kościoła Katolickiego, bo wierzę że chrześcijaństwo ma w sobie moc przemiany Oblicza tego świata, bo wiem, że wielu ludzi w nim kocha zwierzęta, naprawdę kocha i cierpi, że Kościół je z niego (z jego nauczania) „wyprosił”. Bo wiem, że Jezusowi ich los, cierpienie ich, nie jest obojętne, że On się o nie bardzo martwi i z nimi współczuje. Bo nie chcę się przyglądać bezczynnie ich cierpieniu i zamykać uszu i oczu  na ich wołanie o zmiłowanie i boli mnie jako teologa, duszpasterza, chrześcijanina, że mój Kościół zatrzaskuje przed ich wołaniem o pomoc swoje bramy.

  • Co chcę osiągnąć 

Nic innego jak chwilę otwartej refleksji, pochylenia się otwartego nad tematem, zadumy poważnej w temacie.. Pochylenia Głowy Kościoła Katolickiego, pochylenia chrześcijaństwa. Przebudzenia ze snu chcę, ze snu za który niewinne istoty cierpieniem, lękiem śmiertelnym i samą śmiercią ostatecznie płacą. Pełną bólu śmiercią. Do refleksji poważnej chcę zaprosić. Nowych przemyśleń się domagam (zarówno na płaszczyźnie teologii, jak i etyki/kodeksu/moralności życia chrześciajńskiego), trudu zadania sobie kilku istotnych pytań. Metanoi, do której Kościół, Ewangelia tak usilnie przecież zaprasza. Powrotu do Źródeł Energii (Mocy) Ducha Świętego, który jak wtedy tak i dziś ma moc odmiany Oblicza tej Ziemi. 

  • Co będę tam robił 

Będę w Rzymie dwa dni przed świętem świętego Franciszka (4 października). Dwa pierwsze dni spędzę po prostu w drodze. W milczeniu, zamyśleniu, błogosławiąc zwierzęta, będąc także (w razie potrzeby) chętnie do dyspozycji schronisk dla zwierząt. Ostatniego ( trzeciego) dnia siedzieć będę przed bramami Watykanu poszcząc, błogosławiąc przynoszone czy przyprowadzane zwierzęta, rozmawiał z ludźmi... Myśląc także o tych w transportach, bezimiennych w kolejce po śmierć, z zapaloną świeczką w dłoni. Wszystkie trzy dni będą dniami postu (tak jak w każdy piątek). Pierwsze dwa dni będą też dodatkowo dniami milczenia. Muszę sobie dać radę nie używając ludzkiego języka. Zdać się na mowę ciała, mimiki twarzy, gestów, empatii innych. Moje milczenie będzie miało charakter symboliczny i apeluje o większą wrażliwość (empatię) w spotkaniu ze światem istot zwierzęcych. Noclegu (dachu nad głową) będę szukał w schroniskach dla zwierząt i nie potrzebował tam niczego poza kawałkiem materaca na podłodze... Przwiozę ze sobą też list (przetłumaczony w trzech a pewnie i zdecydowanie więcej językach świata), który wysłałem do Głowy Kościoła Katolickiego, Namiestnika Jezusa na Ziemii, listu na który do dnia dzisiejszego nie dostałem odpowiedzi. Ten list zostawię w katedrze św. Piotra. Nie zależy mi na głośnej akcji, zależy mi natomiast na postawieniu bardzo wyraźnych akcentów. I te też w tych dniach postawię.

Nie liczę w tym wszystkim na siłę ludzką, siły mediów, zaangażowania innych nie wyłączając. Liczę w tej akcji zdecydowanie bardziej na Siłę, Mądrość, Miłość Tego, który w ukryciu, nawet ciemnościach widzi (por.Mt 6).. Bo to przecież to o Jego ukochane dzieci, istoty zwierzęce chodzi. Ja tam tylko pójdę, by „przypomnieć” o tym. Reszta należy do Niego. Oddam do dyspozycji serce, oczy, dłonie, nogi..siły moje. Cała reszta to już tak naprawdę Jego biznes. Jedno wiem, dzisiejszego świata nie da się już zmienić jedynie rozsądnie, siłą myśli, czy też myśli, która do rozsądku przemawia. Światu potrzeba dziś bardzo Siły, która od wewnątrz przychodzi, od wewnątrz przychodzi i przemienia i dlatego „ postawiłem na Boga”. 

Co potrzebuję, jak można mi pomóc

szukam: 

  • kogoś, kto ma rozeznanie w warunkach w topografii Rzymu i jego okolic, kto pomoże mi utalić „trasę” (rutę) mojej pielgrzymki i będzie wiedział co mi wolno a czego nie wolno na Placu św. Piotra 
  • schroniska dla zwierząt, w którym mógłbym się przenocować (nie potrzebuję tam niczego więcej jak materaca na podłodze obok zwierząt).

Będę wdzieczny za każdą wskazówke, za każdą radę, za każdy numer telefonu, kontakt, adres mailowy...

>>> Adwokaci Zwierząt - List do Papieża <<<

>>> Adwokaci Zwierząt - Opis akcji <<<

Ps.: Jeśli w raportach spotkań papieskich znajduje się miejsce na spotkanie z dyplomatami, politykami, aktorami, sportowcami, to musi się znaleźć chwila na refleksję, rozmowę ze mną, teologiem, Bratem w Chrystusie, Duszpasterzem, bo przecież nie o jakikolwiek temat chodzi, byle-jaki temat, lecz o wierność Ewangelii, lojalność wobec Mistrza z Nazaretu (teologii) i Jego Dobrej Nowinie no i morze cierpienia niewinnych istot, chodzi...

                        Go      


Wiedeń, 2 lutego, 2011

 

Drogi Bracie w Kapłaństwie Chrystusowym,
Następco Apostoła Piotra,
Duszpasterzu naszych czasów,
Papieżu Benedykcie XVI!

To nie będzie długi list, krótki bardzo będzie, może nawet niespotykanie krótki. Nic w rodzaju wielkich petycji, żądań, pretensji, wyzwań odważnie rzucanych.

To zaledwie cicha prośba o chwilę wspólnej, głębszej refleksji, o wspólne pochylenie się nad cierpieniem, bólem, krzykiem niemym, losem naszych Braci i Sióstr mniejszych, istot zwierzęcych. Stworzeń, które przecież z tej samej co my, Bożej Ręki wyszły...

O nic innego nie proszę, o nic innego mi nie chodzi.

Ta prośba, to wyraz autentycznej, głębokiej troski kapłana (ucznia) Chrystusowego, teologa, duszpasterza o powierzone nam przez Boga Stwórcę Jego Stworzenia, istoty zwierzęce...

Ojcze Święty, nam nie wolno dalej odwracać głowy od morza cierpienia niewinnych istot czujących, cierpienia które przecież wydarza się tuż obok nas, przed oknami (w zaułkach) naszych ulic i domów !

Nie wolno nam dalej odwracać wzroku od rozpaczy i bezsilności jakie malują się w ich umęczonych, przerażonych oczach!

Zatykać uszu na ich rozpaczliwe wołanie o zmiłowanie, o życie godne umiłowanych przez Boga Stworzeń, o „Objawienie się Synów Bożych” (Rzym 8, 19), Zwiastunów Dobrej Nowiny Mistrza z Nazaretu !

To nasi mniejsi Bracia i Siostry, Ojcze Święty ! Bezbronne istoty czujące ! Dzieci Naszego (Dobrego) Boga !

Miliony z nich popychane, bite i opluwane jak kiedyś nasz Mistrz, wlokąc za sobą ciężar krzyża, z bólem i trudem stawiając krok za krokiem na ich drodze krzyżowej, ze wzrokiem ku niebu zwróconym odchodzą, w mękach zwierzęcej Golgoty odchodząc.

To nasi Mniejsi Bracia i Siostry, Ojcze Święty! Istoty przez Boga nam „powierzone“, istoty, które najpierw do Niego należą !

Nadszedł czas, by zająć w tej sprawie jasne, konkretne stanowisko, tego domaga się od nas nasze chrześcijańskie, z Ewangelii wyrosłe sumienie. Tego oczekują od nas męczone ciągle na naszych oczach istoty zwierzęce, nasi Bracia i Siostry nasze mniejsze.

To też kwestia lojalności wobec Jezusa i Jego Dobrej Nowiny, Dobrej Nowiny, która jak sam dobrze wiesz, nie tylko przecież do ludzi, lecz do całego Stworzenia skierowana była.

Jeśli tego nie zrobimy, zaparliśmy się także Jego samego i zdradziliśmy Jego Ewangelię, bo ta z natury niejako już samej opowiedziała się raz na zawsze po stronie uciskanych, prześladowanych, samotnych, bezsilnych, niewinnie cierpiących, zepchniętych na margines, istot cierpiących...

Innej Ewangelii nie ma. I być nigdy nie będzie. A przynajmniej nie tej Jezusowej.

Obudźmy się zanim kur po raz trzeci zapieje..bo wtedy to i na łzy skruchy może być za późno i nawet „przeprosiny” niczego już później nie zmienią...

W trosce o nie i o Dobrą Nowinę Mistrza z Nazaretu zatroskany ale i w nadziei ogromnej na wspólną, niepłytką refleksję.

tomasz jaeschke, duszpasterz ludzi i zwierząt, Animalpastor



                        Mini Col      

Gazeta Wyborcza

Błogosławię zwierzęta!

 

Błogosławię je w momentach dla nich trudnych, kiedy im źle, chorują, kiedy czują się samotne, kiedy spoglądają w oczy śmierci...

Błogosławię je trzymając w dłoniach ich zdjęcie, czytając o nich w mailu,
odwiedzając je osobiście...

I błogosławię nie tylko te tzw „domowe” ale i te tzw. „hodowlane”, bo w gruncie rzeczy nie ma domowych i hodowlanych są jedynie smutne albo radosne, cieszące się życiem albo jego brutalnie pozbawiane, pełne radosnego zaufania, albo śmiertelnie przestraszone...

Błogosławię je dokładnie tak samo jak  ludzi, bo i różnic istotnych nie znajduję; tą samą Nutą Bożą do życia poderwane, z tą samą melodią życia w sercu, z tą samą perspektywą na wieczność,
z tą samą wrażliwością na miłość i ból.

 

Będę z moim (Bożym) Błogosławieństwem jeśli mnie będziesz potrzebował,
Ty sam lub bliskie Tobie zwierzęta..

 

tom, animalpastor

                        Mini Col      

Gazeta Wyborcza



                        Old Lady with Birds      

Fotograf: Christopher Walker
Tytuł: The Old Lady and the Birds
URL: http://www.piqs.de/fotos/6508.html



"By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd." 

Stanisław Jerzy Lec

Dopiero wówczas, kiedy  rezygnujesz z tego, co ci się w sumie „należy”, dostrzegasz wszystko to, co zostało Tobie w życiu podarowane i czym życie ciągle Cię przecież obdarowuje... 

Tom, Animalpastor

 

Nie zmienisz, nie poruszysz tego świata  jedynie siłą myśli...

„Gdybym nawet wiedział, że jutro świat przestanie istnieć, to jeszcze dziś zasadziłbym drzewko jabłoni”   

Martin Luther 

 

Dzień postu

w intencji i z myślą o cierpiącym świecie istot zwierzęcych i ludzkich

 

to zarazem:

  • znak sprzeciwu wobec wszelkich form dyskryminacji, marginalizowania i uciskania istot,
    tak ludzkich jak i zwierzęcych; znak sprzeciwu wobec cywilizacji śmierci, wobec świata preferującego zasady wykorzystywania jednych przez drugich, świata osadzonego na zasadach konsumpcji, egoizmu, i bezwzględnego profitu;
  • wyraz solidarności z cierpiącym światem ludzkim i zwierzęcym;
  • zaproszenie do budowania nowej społeczności, cywilizacji opartej na wzajemnym szacunku i respekcie wobec każdej istoty żyjącej, tak ludzkiej jak i zwierzęcej...

Rodzaj i intensywność postu określa każdy sam dla siebie, podejmuje też tym samym pełną odpowiedzialność za podjętą przez siebie decyzje…

 

Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze (nawet jeśli miałaby to być przysłowiowa złotówka)

odłożone na bok, mają dotrzeć później do będącej w potrzebie istoty ludzkiej lub zwierzęcej...

 

pomiędzy 15.00 a 16.00 - czas zadumy i wyciszenia

jeśli nie całkiem milcząc, to przynajmniej słów oszczędzając; z myślą o nich:  cierpiących, zalęknionych, głodnych, samotnych, męczonych istotach. Przy blasku zapalonej świecy, ustawionej przy stanowisku pracy, na biurku, w pokoju, kuchni, na parapecie okna, tam, gdzie czas ten przyszło nam spędzić...

W każdy piątek miesiąca !

Bądź ze mną, dla nich...

serdecznie zapraszam:

animalpastor

 

„A żyć możesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć.”  

Antoine de Saint-Exupéry



WIGILIA 2010






 

MARATON SŁOŃCA, w trosce o lepszą, wspólną przyszłość istot zwierzęcych i ludzkich wprawdzie jakby poza, ale nie wrażenia, które po nim zostały...

Było dokładnie tak jak chciałem... Jak być miało.

Byliśmy na wspólnej drodze do celu, istoty ludzkie i zwierzęce...

W stronę lepszej przyszłości biegliśmy, wspólnie, w stronę SŁOŃCA...

I był autentyczny przekrój społeczeństwa: były dzieci, także i specjalnej troski i takich na wózkach inwalidzkich dzieci nie zabrakło... były osoby starsze i młodsze, byli rodzice z dziećmi, byli młodzi ludzie, o których mówi się, że z marginesu, bo z problemem alkoholowym...

Nawiasem mówiąc, to właśnie jeden z tych chłopaków z marginesu pomógł mi, przejmując na chwilę wózek z dzieckiem spastycznym, kiedy ja sam wątpić już zacząłem czy oby starczy mi jeszcze sił do celu... Bez niego, chłopaka z marginesu tego celu z Przemkiem i jego wózkiem inawlidzkim pewnie może nigdy bym nie osiągnął...

A na mecie byli ludzie z dogoterapii, hipoterapii, konie, psy ratowników i mnóstwo wspaniałych ludzi, młodych i starszych i rozmowy nietuzinkowe, niezapomniane były...

I wrażenia niecodzienne.

I dziękuję raz jeszcze ludziom z Hajstry, Arki, PCK, Urzędu Miasta, i wielu innym wspaniałym organizacjom działającym na rzecz ludzi i zwierząt, bez których tego w sumie bezprecedensowego wydarzenia w Bielsku nigdy by nie bylo..

 

MARATON SŁOŃCA może wydarzyć się i w Twoim mieście, pobiec Twoimi ulicami...

Pobiec, w trosce o lepszą, wspólną przyszłość istot zwierzęcych i ludzkich

 

Jeśli tylko chcesz spróbować, napisz, pomogę Tobie...


GALERIA:
img img img img
img img img img
img img img img
img img img img
img img img img
img img img img
img img img img
img img img img
img img img img

Fot. Witold Bączyk (www.baluba.pl)

               

Nagranie TV Bielsko Biała: 

Relacja TV

   

Maraton
   
Regulamin:

Maraton Słońca 2010, Bielsko Biała

 

1. Organizatorzy

Organizatorami Maratonu Słońca są:

Stowarzyszenie Hajstra, Fundacja Arka, oraz Animalpastor.

Z organizatorami współpracują: Stowarzyszenie Humanitarno-Ekologiczne „Dla Braci Mniejszych”, Stowarzyszenie „Inicjatywa dla Zwierząt”, Fundacja „Terra Spei”.

PCK oddział Bielsko Biała, Komitet pomocy dla zwierząt „Przystań Ocalenie”, Fundacja „Czarna Owca Pana Kota”.

 

2.  Idea Maratonu

Maraton Słońca, w trosce o wspólną przyszłość, jest maratonem solidarności zarówno z cierpiącymi  ludźmi jak i zwierzętami. Jego zadaniem jest zasygnalizowanie potrzeby solidarności w temacie cierpiącego człowieka, ale i cierpiącego zwierzęcia.

Dlatego jest w nim dla każdego, kto chce wyrazić w tym kierunku swoją solidarność.

 

3. Cele maratonu

Propagowanie ruchu, jako formy zdrowej aktywności. 

Wsparcie finansowe będących w potrzebie ludzi oraz zwierząt.

Uwrażliwienie społeczności na tematy cierpiącego marginesu społecznego -  tworzenie łańcucha solidarności z nimi. 

Edukacja dzieci w kierunku przejęcia odpowiedzialności za słabszych.

Maraton apeluje do sumienia dzisiejszego społeczeństwa, do odpowiedzialnych za jego jutro (jutro tak istot zwierzęcych jak i ludzkich), dlatego podtytuł: „w trosce o wspólną przyszłość”.

 

4. Termin i miejsce

Maraton Słońca odbędzie się w dniu 18 września 2010 r. w Bielsku Białej.

Start: Lasek Cygański,  godz. 14.00

Meta: bielskie Błonia

Długość trasy: ok. 2,5 km.

Trasa Maratonu zamknięta jest dla ruchu kołowego do godz. 17.00.

Trasa będzie posiadała oznaczony każdy kilometr oraz będą się na niej znajdować punkty odświeżania.

 

5. Udział

W Maratonie Słońca, prawo startu mają osoby, które do dnia 18 września 2010 r. ukończyły 18 rok życia (osoby nieletnie mogą wziąć udział tylko pod opieką osoby dorosłej lub po przedłożeniu zgody rodzica/opiekuna), osoby zdrowe jak i specjalnej troski (nie wyłączając osób na wózkach inwalidzkich).

W maratonie mają prawo uczestniczyć także zwierzęta, wyłącznie w towarzystwie swoich opiekunów i przy pełnym przejęciu przez nich odpowiedzialności.

Niedopuszczalne jest zmuszanie zwierzęcia do ukończenia maratonu, kiedy ono nie wyraża na to ochoty.

Nieistotny jest wiek, nieistotna jest sprawność fizyczna (jest w nim także miejsce dla ludzi/dzieci specjalnej troski), a także dla osób niewidomych, wraz z osobami towarzyszącymi.

Zawodnicy mogą zgłaszać się od godz. 12.30.

Uczestników Maratonu obowiązuje limit czasu 3 godzin.

 

6. Klasyfikacja/Punktacja

Nie ma jej w ogóle. Nie będzie na mecie lepszych czy gorszych, będą, co najwyżej szybsi i wolniejsi. Nawet nieukończenie maratonu, nie jest traktowana jako porażka. Samo pojawienie się na starcie jest spostrzegane w kategorii sukcesu.

To bieg o społeczność jutra, jutra lepszego tak dla istot zwierzęcych jak i istot ludzkich.

 

4. Badania lekarskie

Wszyscy zawodnicy muszą zostać zweryfikowani w Biurze Organizacyjnym w dniu 18 września 2010 r. od godz.12.30 do 13.30.

Podczas weryfikacji należy przedstawić:
      - dowód tożsamości do weryfikacji daty urodzenia
      - deklarację.

Podczas weryfikacji wymagany będzie własnoręczny podpis zawodniczek i zawodników na liście osób wyrażających zgodę na udział w Maratonie na własną odpowiedzialność lub opiekunów. W szczególnych przypadkach wymagających badania lekarskiego decyzja lekarza przed i w czasie biegu jest ostateczna.

Organizator zabezpiecza opiekę lekarską na trasie biegu oraz na samej mecie.

 

5. Zgłoszenia

Zgłoszenia przyjmowane są w dniu Maratonu, w biurze Organizacyjnym czynnym od godz. 12.30.

 

6.  Finansowanie

Koszty organizacji Maratonu Słońca pokrywają: Sponsorzy i Partnerzy.

 

7. Postanowienia końcowe

  1. Uczestników Maratonu obowiązuje niniejszy regulamin.
  2. Organizator nie zapewnia uczestnikom ubezpieczenia od następstw nieszczęśliwych wypadków.
  3. Organizator nie zapewnia wózkow, sprzętu niezbędnego do wyposażenia zawodników niepełnosprawnych oraz serwisu technicznego dla zawodników na wózkach.

8. Dochód maratonu przeznaczony zostanie w całości na będących w potrzebie ludzi:

ADA - Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom Specjalnej Troski
http://www.ada.org.pl/
Numer konta bankowego: 62 1020 1390 0000 6502 0176 3523

oraz będące w potrzebie zwierzęta:

Komitet Pomocy dla Zwierząt
http://www.przystanocalenie.pl/kpdz_pomoc.html
Konto zbiórkowe 20 1050 1399 1000 0090 7108 9651
 

 

Dyrektor Maratonu:

Animalpastor, tomasz jaeschke (tom@animalpastor.eu)



TRASA MARATONU

Mapa
Licznik gości  Liczniki internetowe Cokolwiek uczyniliście jednemu z braci moich najmniejszych, mnieście uczynili... Jezus z Nazaretu